01.03.06
W pracy
Dziś mieliśmy taki zapierdziel, że ledwo żyję :-/ Telefony się urywały, klienci dzwonili z takimi problemami, że mi ręce opadały. Część spuściłem na /dev/drzewo, część ma zadzwonić jutro, np. dzwonił koleś i się dopytywał o klasy wentylatotrów przeciwwybuchowych. W katalogu nic na ten temat nie mamy, zna się na tym tylko jeden gość od nas – w końcu sam większość zaprojektował
W pewnym momencie zostałem na dziale sam, więc wszystkie telefonyz recepcji i handlowego szły do mnie. Wyglądało to tak: rozmawiam z klientem, nie zdążę się rozłączyć, a już krzyczą z pytaniem, czy odbiorę następny telefon…
Ech, ledwo żyję. W szczególności, że dziś się obudziłem o 4:20 i do 6:50 już nie zasnąłem :-/ No a potem trzeba było wstać. Chyba dziś odpłynę jakoś wcześnie…